Otworzyła oczy. Nie wiedziała gdzie się znajduje. Spróbowała podnieść głowę aby się rozejrzeć.Pomieszczenie było małe i w niczym nie przypominało szarego, tylko z jednym oknem pokoju w jej sierocińcu. Tutaj było przytulnie i ciepło. Pod ścianami stały meble z ciemnego drewna, a ona sama leżała na wielkim, zajmującym pół pokoju, łóżku z baldachimem. Przez czerwone kotary zasłaniające olbrzymie okno starały się dostać promienie słoneczne. Próbowała sobie przypomnieć dlaczego się tutaj znalazła. Wstała i rozsunęła ciężkie zasłony. W pierwszej chwili nic nie widziała, gdyż światło wpadające do pokoju całkowicie ją oślepiło. Zamrugała kilka razy. Za oknem rozciągał się las. Ale nie ten sam, co w okół sierocińca. Tamten był zniszczony i wyschnięty. Ten tętnił życiem. Miało się wrażenie, że wibruje pod wpływem wszystkich zwierząt, które w nim żyły. Nagle otworzyły się drzwi do pokoju. Weszła starsza kobieta niosąca poskładane ubrania.
- Witaj kruszynko. - Przywitała się staruszka. Miała ciepły, radosny i lekko zachrypnięty głos. Uważnie przyjrzała się dziewczynie. - Sukienka powinna być dobra, a co do butów... - spojrzała w stronę krzesła koło szafy. Leżała tam para bardzo zniszczonych trampek. - Nie wiem co to za buty. Zabiorę je i spróbuje znaleźć normalne, które będą na ciebie pasować. - Położyła ubranie na łóżku i spojrzała w jej stronę. Dopiero teraz dziewczyna uświadomiła sobie, że nie wypowiedziała ani jednego słowa.
- Dziękuję - powiedziała słabo. Przeżyła szok. Nie wiedziała jak będzie brzmiał jej głos. Ale ten wydawał się zupełnie obcy. Był melodyjny, czysty i drobinę wystraszony. Staruszka uśmiechnęła się pokazując wybrakowane uzębienie i wyszła. Dziewczyna zdezorientowana podeszła do łóżka. "Gdzie ja jestem? Co się stało? Jak mają wyglądać w takim razie normalne buty?" Ostatnie pytanie pomyślała patrząc na tenisówki. Co prawda były zniszczone, ale nadawały się aby jeszcze je ponosić. Spojrzała na sukienkę. Materiał w dotyku nie przypominał niczego co znała. Był lekki jak piórko, ale wydawał się bardzo wytrzymały. Założyła ją i przejrzała się w lustrze powieszonym na szafie. Miała dziwne krój. Nigdy takiego nie widziała, nawet na pokazach mody w telewizji, czy czasopiśmie, które czasem znalazła w pokoju wychowawczyń. Miała dekolt w łódkę. Rękawy długie, rozszerzające się ku dołowi. Przylegała delikatnie do ciała pokazując jej zgrabną sylwetkę. Na nogach miała dziwny rodzaj legginsów, do połowy oda w kolorze ciepłego brązu. Idealnie pasowały do sukienki w szmaragdowym kolorze, która na biodrach miała rozcięcie dzielące dalej struj na dwie części. Trzeba przyznać, że wyglądała w tym niesamowicie. Kolor sukienki jeszcze bardziej uwydatniał jej naturalny, żywy rudobrązowy kolor włosów. Oczy były niesamowicie zielone i duże. Pełne usta były lekko spierzchnięte. Nie pamiętała kiedy ostatni raz coś piła lub jadła.
- Naprawdę ci do twarzy w tym stroju. - Odskoczyła wystraszona. Dopiero teraz zauważyła, że w drzwiach stoi piękna kobieta w wieku około czterdziestki. Miała podobny struj, tylko w czerwonym kolorze. Włosy spływały jej na ramiona czekoladowymi kaskadami.- Pewnie masz wiele pytań, ale one w swoim czasie. Teraz przede wszystkim powinnaś coś zjeść. - oznajmiła w uśmiechu. Odwróciła się do wyjścia.- Nie idziesz Nadio? - A więc tak miała na imię? Posłusznie udała się za kobietą. Poczuła jak burczy jej w brzuchu.
Najwidoczniej znajdowały się w jakimś starym, dużym domu. Szła korytarzem rozglądając się do o koła. Na ścianach wisiały portrety dziwnych stworzeń. Niektóre miały miętowy, inne lawendowy kolor skory.Część miał rogi,a część spiczaste uszy. Nie mijały z byt wiele osób. Jedynie dwie dziewczynki, które miały może sześć lat. Uśmiechnęły się do niej przyjaźnie i uciekły cichutko chichocząc.
Po chwili znalazły się przed wielkimi drzwiami. Nadia nie zauważyła żadnej klamki.Kobieta wyciągnęła rękę na której był pierścionek z rozmiarów pestki od grejpfruta rubinem. Wykonała okrężny ruch dłonią, a drzwi po cichu się otworzyły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz